„Bitwa pod Empikiem” to potoczne, ironiczne określenie starć między agresywną grupą uczestników Marszu Niepodległości a policją. Do incydentu doszło 11 listopada 2020 roku w Warszawie, przy rondzie de Gaulle’a, w pobliżu salonu Empik. Nie była to oficjalna nazwa wydarzenia, lecz określenie spopularyzowane przez internautów i media.
Co wydarzyło się przy Empiku?
Starcie było jednym z najpoważniejszych incydentów podczas Marszu Niepodległości w 2020 roku. Wydarzenie odbywało się w czasie pandemii COVID-19. Choć marsz miał mieć przede wszystkim formę przejazdu samochodowego, część uczestników wyszła na ulice Warszawy.
W rejonie skrzyżowania Nowego Światu i Alej Jerozolimskich policja zabezpieczała budynek oraz przejście prowadzące w stronę kamienicy. Według relacji Komendy Stołecznej Policji grupa uczestników marszu zaatakowała funkcjonariuszy. W ich stronę miały lecieć race, kamienie, petardy, a także inne przedmioty, między innymi fragmenty wyposażenia ulicy.
Policjanci ustawieni przy bramie próbowali nie dopuścić do wtargnięcia agresywnej grupy. Z relacji funkcjonariuszy wynikało, że początkowo w tym miejscu znajdowała się niewielka liczba mundurowych, którzy w krótkim czasie otrzymali wsparcie pododdziałów zwartych. Do przywrócenia porządku wykorzystano środki przymusu bezpośredniego, w tym gaz oraz broń gładkolufową. Policja informowała również o użyciu granatów akustycznych.
W wyniku zajść rannych zostało kilku policjantów. Jeden z funkcjonariuszy miał doznać wstrząśnienia mózgu po uderzeniu fragmentem betonowej doniczki. Obrażenia odniósł także fotoreporter, który znalazł się w pobliżu starcia. Te fakty pokazują, że określenie „bitwa” nie odnosiło się wyłącznie do internetowego żartu. W rzeczywistości był to niebezpieczny incydent związany z naruszeniem porządku publicznego.
Dlaczego doszło do eskalacji?
Policja przedstawiała zajścia jako atak grupy chuliganów na funkcjonariuszy ochraniających inne osoby oraz pobliskie budynki. Z tej perspektywy interwencja miała służyć odgrodzeniu agresywnej grupy i ograniczeniu ryzyka dla uczestników marszu, mieszkańców oraz policjantów.
Organizatorzy Marszu Niepodległości i część jego uczestników opisywali wydarzenia inaczej. Pojawiały się zarzuty, że policja prowokowała demonstrantów albo że funkcjonariusze reagowali nieproporcjonalnie. Spór zaostrzały nagrania pokazujące różne momenty zajść, które nie przedstawiały pełnego przebiegu sytuacji. Późniejsze komentarze polityczne także często zależały od tego, którą stronę konfliktu ktoś popierał.
Najważniejsze punkty zapalne tego incydentu można ująć następująco:
- Atak na policję – według komunikatów KSP w stronę funkcjonariuszy rzucano race, kamienie i inne przedmioty.
- Obrona bramy kamienicy – policjanci próbowali powstrzymać grupę przed wejściem w rejon, który zabezpieczali.
- Użycie środków przymusu – pododdziały zwarte zastosowały między innymi gaz, granaty akustyczne i broń gładkolufową.
- Rozbieżne narracje – policja mówiła o ochronie porządku i odpieraniu ataku, a organizatorzy marszu wskazywali na rzekome prowokacje.
Wśród osób komentujących wydarzenia pojawiał się także Robert Bąkiewicz, związany z organizacją Marszu Niepodległości. Z kolei informacje o przebiegu interwencji przekazywała między innymi Komenda Stołeczna Policji, której rzecznikiem był wtedy nadkomisarz Sylwester Marczak. Relacje dowódców zabezpieczenia, w tym Kazimierza Barbachowskiego, podkreślały trudną sytuację funkcjonariuszy znajdujących się między agresywnym tłumem a osobami, które mieli chronić.
Skąd wzięła się nazwa „Bitwa pod Empikiem”?
Nazwa nawiązywała do miejsca starcia, czyli okolic salonu Empik przy rondzie de Gaulle’a. Jej brzmienie było celowo przesadne. Miało zestawiać poważne określenie kojarzone z wydarzeniami historycznymi z zamieszkami pod sklepem z książkami, prasą, muzyką i innymi produktami.
Określenie szybko zaczęło funkcjonować w mediach społecznościowych. Nie oznacza to jednak, że Empik był celem jakiejś zaplanowanej „bitwy” w sensie militarnym. Wiele publikowanych później opisów miało charakter satyryczny, a część informacji krążących w internecie była świadomie absurdalna. Nie należy traktować ich jako dokumentacji wydarzeń.
Dlaczego wydarzenie stało się internetowym memem?
Na popularność tej historii wpłynął kontrast między rangą święta 11 listopada a obrazami ulicznych zamieszek. Internet wykorzystał także samą nazwę, która brzmiała jak tytuł opisu wielkiej kampanii wojennej, choć dotyczyła krótkiego incydentu w centrum Warszawy.
Powstawały przeróbki obrazu Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”, do których dodawano elementy związane z Marszem Niepodległości, policją, banerem Empiku i Robertem Bąkiewiczem. Popularne były również żarty o książkach, planszówkach oraz przedmiotach znajdujących się w ofercie sklepu. Empik sam odnosił się do sprawy w komunikacji marketingowej, wykorzystując zainteresowanie wydarzeniem.
Tak powstał rozdźwięk między faktami a ich internetowym odbiorem. Faktem były starcia, użycie rac i kamieni oraz policyjna interwencja. „Bitwa” w znaczeniu znanym z memów była natomiast satyryczną interpretacją tych zajść. Najtrafniej można więc powiedzieć, że wydarzenie stało się jednocześnie realnym incydentem zagrażającym bezpieczeństwu i symbolem internetowego komentowania polaryzacji społecznej.
„Bitwa pod Empikiem” nie jest nazwą oficjalną ani historyczną. To ironiczny skrót opisujący starcia podczas Marszu Niepodległości 11 listopada 2020 roku, który z czasem zaczął żyć własnym życiem w memach i debacie publicznej.